Dumna Ajsze
Kamienie, kamienie na krymskiej ziemi! Gdzie nie spojrzysz – wszędzie kamienie. Dlaczego ich tak dużo na naszej ziemi?
вид с Кыз-Кермен на Тепе-КерменOto na Burunczuku* kamienną twierdzę postawili, wielką warownię. A władała tą twierdzą dziewczyna o imieniu Ajsze. Silna to była panna, dumna, serce jej nie znało litości. Nigdy nikogo nie kochała.
Oczy miała czarne i kiedy rozgniewana spojrzała nimi na człowieka, zostawał po nim tylko pył. Lepiej unikać takiego wzroku.
Ajsze była całkiem jak mężczyzna, nikogo się nie bała, a opowieści o tym snuto daleko po świecie.
Na zewnątrz gniewna i silna, ale w środku kobieca. Nigdy nikogo nie kochała i kochać nie chciała, ale serce mówiło jej — pokochasz.
Pewnego razu i ona zapragnęła stać się łagodną, jak inne kobiety. Ale nie potrafiła. Wtedy jej poradzono:
— Powinnaś udać się do źródła w parowie. Płynie w nim taka woda, że jeśli się w niej zanurzyć, to najbardziej twardy, najbardziej gniewny człowiek staje się łagodny.
Ajsze postanowiła: Pójdę wykąpać się, spróbuję, jak to jest być prawdziwą kobietą.
I poszła.
А po przeciwnej stronie źródła wznosiła się inna warownia – Tepe-Kermen**. Władał nią pewien młodzieniec. Oczy miał błękitne jak dwa górskie jeziora, włosy jasne, krok lekki jak kot. Ale nikt nie wiedział, że te niebieskie oczy mogą być jak dwa miecze w silnej dłoni. Nikt nie wiedział, że jeśli młodzieniec się rozgniewa, może tym swoim stalowym spojrzeniem pozbawić kogoś głowy.
Młodzian zobaczył, że do źródła zbliżyła się piękna dziewczyna i zszedł do niej.
— Odejdź, młodzieńcze — powiedziała Ajsze – to moja woda.
— Coś ty, dziewczyno, ta woda zawsze był moja. Ty odejdź.
— Jak śmiesz mi rozkazywać! Czyżbyś nie wiedział, że jestem Ajsze z Kyz-Kułle? Nikt mi jeszcze niczego nie nakazywał.
— Nie rozkazuję ci, a proszę – odejdź, bo ta woda należy do mnie.
— Powtórz to jeszcze raz, a spłoniesz od mojego spojrzenia.
— Powtórzę..
I mimo że Ajsze obrzuciła młodzieńca wzrokiem pełnym gniewu, ten ani drgnął. Tylko pochwycił spojrzenie czarnych oczu i ukrył głęboko w sercu. I pierwszy raz pokochał.
— Posłuchaj, dziewczyno – niepewnie powiedział – chodź ze mną do mojej twierdzy. Teraz cię poznaję — jesteś moją sąsiadką. Chodźmy do mnie, a ja uczynię cię swoją żoną.
— Uczynisz?! — prychnęła Ajsze, a jej oczy zaiskrzyły się gniewnie. — Odejdź od wody!
— Nie, czemuż to? Nie odejdę. Lepiej chodź ze mną do twierdzy. I podszedł do niej jeszcze bliżej.
— Puść moje ręce! – krzyknęła Ajsze, kiedy młodzieniec silnie je ścisnął.
I odeszła od źródła. A potem u siebie na górze rozzłościła się, och, jak rozzłościła!
Potem dumna Ajsze wezwała sługi i oświadczyła: — Idźcie do Tepe Kermen i powiedzcie mu, żeby mi się pokłonił, a ja wezmę go sobie za męża. Pospieszajcie!
Poszli. Poszli i powiedzieli: — Panie, nasza władczyni powiada, że bierze sobie was za męża. Pójdźcież z nami do niej, do warowni.
— Bierze, powiadacie — zaśmiał się młodzieniec. — Nie jestem koniem. Niechaj sama do mnie przyjdzie, jeśli chce.
— Ach tak! — rozsierdziła się Ajsze, wysłuchawszy odpowiedzi – To ja ciebie zmuszę, żebyś do mnie przyszedł!
I rozkazała zasypać parów kamieniami. Sama też zrzucała odłamkami skał. Różnie nimi ciskała: ze złością miotała i z czułością spuszczała w dół. Zasypała jar i czekała…
A parowem wypełnionym kamieniami zdążało naprzeciw sobie dwoje malutkich ludzi: dziewczynka i chłopiec
— Jacyś źli ludzie zasypali parów kamieniami. A tam w dole rosły takie piękne kwiaty! – westchnęła dziewczynka.
— W dole żyły borsuki, a ja chodziłem tam je obserwować. Czemu zasypali ich nory? — rzekł gniewnie chłopiec — A ty dokąd idziesz? — zapytał dziewczynkę.
— A tak, spaceruję sobie.
— To chodźmy do nas, do warowni.
I dziewczynka wesoło pobiegła z chłopcem do twierdzy.
Ajsze spoglądała w ślad za nimi i myślała: „Cóż i ja tak pójdę, jak dziecko? Za nic!”
Długo cierpiała w milczeniu, a potem wyruszyła. Podążała, zataczając się, a usta jej coś szeptały. Stawała, zakrywała twarz rękoma i znowu szła. Wreszcie dotarła do warowni.
We wrotach przywitał ją młodzieniec.
— Przyszłaś? — powiedział.
— Przyszłam. — ponuro oświadczyła.
— To znaczy, że kochasz?
— Kocham. — odpowiedziała Ajsze.
A potem wysoko uniosła dłoń i ugodziła kindżałem młodzieńca prosto w serce.
— Kocham! — powtórzyła jeszcze raz.

* Burunczuk [Бурунчук] –wąski pasek terenu na plateau (obszar wyżynny, zwykle o budowie płytowej) Kyz–Kermen [Кыз-Кермен] –„Девичья крепость”]. Na Krymie w dolinie rzeki Kaczy, na którym zgodnie z legendą znajdowała twierdza Kyz-Kjułle [Кыз-Кулле]
** Tepe-Kermen [Тепе-Кермен] – twierdza na wzgórzu

Tłumaczenie z rosyjskiego: Jolanta Czarnotta

Jak powstała Jałta
Ялта Yalta JaltaPrawda to czy nieprawda, ale powiadają, że dawnymi czasy po Morzu Czarnym płynęli Grecy, którzy wyruszyli z Konstantynopola w poszukiwaniu dla siebie nowych żyznych ziem. Płynęli długo i już dawno powinni byli dostrzec jakiś ląd. Ale lądu jak nie było, tak nie było, bo kręte drogi wiodły wędrowców. Nie na darmo Morze Czarne nazywali w starożytności Pontos Aksinos – morzem Niegościnnym. Srożyło się ono, miotało okrętami na falach. Ludzie walczący z żywiołem byli u kresu sił i w każdej chwili spodziewali się śmierci w ciemnoołowianych toniach.
W końcu burza ucichła. Ale nie zrobiło się lżej. Opadła gęsta mgła, zakrywając horyzont i niebo. Dokąd płyną? W jaką część świata niosą statki?
Żeglarze długo błądzili po morzu. Na łodziach zabrakło pitnej wody, skończyła się żywność i znów wędrowcom zajrzała w oczy śmierć, z pragnienia i głodu.
Przez wiele dni otaczała ich zewsząd martwa mgła. Zwątpienie ogarnęło podróżników, stracili nadzieję, że kiedykolwiek ujrzą jeszcze ląd. Ale pewnego dnia razem z blaskiem poranka pojawił się lekki wietrzyk, biała zasłona mgły zaczęła się rozwiewać, wyjrzało słońce i całkiem niedaleko Grecy dostrzegli zielony brzeg i góry.
— Jalos! Jalos! Brzeg! Brzeg! – zawołał jeden z żeglarzy. Wszyscy na statku radośnie powitali ziemię:
— Jalos! Jalos!
To była piękna Tauryda*…
Wioślarzom wróciły siły i wkrótce łodzie dobiły do brzegu. W zmęczonych kolonistów wstąpiło życie i radość. Na błogosławionej ziemi, w sąsiedztwie siedzib tamtejszych mieszkańców Grecy założyli kolonię i nazwali ją najdroższym dla nich słowem Jalos – brzeg.
Tak powstała Jałta – osada na brzegu morza i jej nazwa.

*Tauryda — starogrecka nazwa Krymu

Tłumaczenie z rosyjskiego: Jolanta Czarnotta

Diabelska łaźnia
(Кадыкойская легенда)
Кадыкойский перевал между Коктебелем и Щебетовкой. Kadykoy bogaz: Koktebel - OtuzNie wierzcie, gdy mówią: Szatana (Szejtana) nie ma. Jest Allach – jest Szejtan. Kiedy odchodzi dzień – nadchodzi noc. Kiedy odchodzi światło, nastaje ciemność. Posłuchajcie!
Znacie Kadykojską strażnicę? Za nią znajduje się grota, do której zachodzą napić się chłodnej wody ze skały.
Wcześniej stała tam przydrożna łaźnia, a nasi starcy pamiętają jeszcze jej mury. Powiadają, że zbudował ją pewien otużski* bogacz. Chciał odkupić swoje grzechy, obmywając ciała biednych wędrowców. Nie zdążył.
Zmarł, nie ukończywszy budowy. Zrobił to za niego wiejski kowal — cygan, o którym krążyło wiele ponurych opowieści.
Nocami w łaźni tlił się płomyczek, sinoniebieski, z purpurowym odblaskiem. Być może w kaganku płonął ludzki tłuszcz… Tak powiadano. A uczciwi ludzie, których noc zastała w podróży, w popłochu omijali to złowrogie miejsce.
Krążyły nawet słuchy, że w łaźni mieszka sam Szejtan. Wiadomo przecież powszechnie, że lubi on ludzką nagość, aby potem złośliwie z niej drwić. No bo, oczywiście, tylko diabeł mógł podpatrzeć u szanownego otużskiego agi Talina taką ułomność, że dowiedziawszy się o niej, cała wieś pokładała się ze śmiechu.
Kowal często odwiedzał swoją łaźnię i zostawał w niej dzień, dwa. Dziwnym trafem właśnie wtedy zdarzały się we wsi różne nieszczęścia. Przepadał koń, cielną jałówkę znajdowano z rozprutym brzuchem, krowa traciła wymiona, a dziki wiejski buhaj wracał do obory jako posępny byczek.
Wszystko to diabelskie sprawki! A może być, że też i kowalowe. Nie bez powodu był on tak podobny do diabła. Czarny, jednooki, z przednim kłem jak u dzika. We wsi nie wiedziano, skąd pochodzi i kim był jego ojciec; ale wszyscy zauważyli, że kowal unikał chodzenia do meczetu, a mułła nie raz opowiadał, iż z ofiarnych zwierząt na Kurban Bajram najbardziej niesmaczny był zawsze baran cygana; gorszy od najstarszej koźliny.
Pewnego razu obok groty przejeżdżał koktebelski murza, który nie wierzył w opowieści krążące wśród ludu. Zatrzymał konia, ale ten tak się zaczął gorączkować, tak przeraźliwie parskać, że murza postanowił następnym razem nie zatrzymywać się w tym miejscu. Obejrzawszy się, zobaczył – dobrze to zapamiętał – jak na wzgórku cebrzyki do wody same z siebie zaczęły podskakiwać.
I wiele się jeszcze zdarzyło takich historii, o których przed nocą lepiej nie opowiadać… Chociaż, z drugiej strony, jakbyś się nie starał, od nieszczęście nie uciekniesz. ..
Osman miał córkę, którą zwano Salge Stary cygan strzegł jej bardziej niż swojego jedynego oka. Ale miłości nie przechytrzysz i co zaszło między Salge a synem sąsiadów — Memetem, wiedzieli tylko on i ona. Memet nawet pomyśleć nie śmiał, żeby posyłać swatów. Dobrze wiedział, czym to pachnie. Postanowił więc uciec z narzeczoną do sąsiedniej wsi. Jak tylko pełny księżyc zacznie zachodzić – trzeba czmychać.
I zaśmiewał się zachodzący księżyc z krzywookiego cygana, kiedy Memet z drżącą ze strachu Salge wypadł ze wsi co koń wyskoczy.
Osmana wówczas nie było w domu. Spędzał noc w łaźni. Popijał zamorską raki, od której nabrzmiewają żyły i sinieje twarz.
— Polej jeszcze!
— Nie wystarczy aby? — powstrzymywał go Szejtan: — Słyszysz skrzypienie arby**? To imam powraca z Mekki A starcowi śniło się, że oto rankiem wychodzi mu na spotkanie cała wieś, wszyscy padają na kolana i krzyczą: „Święty hadżi!.. Zaczekaj, hadżi jeszcze nie dojechał!” I zanim cygan zdążył pomyśleć, Szejtan wypadł za drzwi. Szarpnęły woły, arba przewróciła się i rozespany imam z przerażeniem ujrzał, jak wokół niego zapłonęły sine ogniki. Chciał wyszeptać święte słowa modlitwy, ale je zapomniał. Poderwała go siła nieczysta i z rozmachem cisnęła na podłogę w łaźni.
Nagi i zwymyślany, z oplutą brodą tarzał się imam po podłodze, a bezlitosne zwierzęta polewały go czyś lepkim i brudnym. A diabeł rechotał, aż drżały ściany łaźni.
– Ale jutro będzie śmiechu! Głupi naród na kolanach oczekuje swojego świętego, a tu mu przywożą pija-niutkiego imama!
Imam nie mógł ścierpieć tego poniżenia, przypomniał sobie święte słowa, wyszeptał je i znalazł się z powrotem na swojej arbie, która w międzyczasie znacznie oddaliła się od łaźni.
— Niech będzie błogosławione imię Allacha! — wyszeptał imam i zaczął znowu drzemać.
A w łaźni diabeł rechotał, aż ściany drżały.
— Nalej jeszcze! — krzyczał cygan.
— Zaczekaj! Słyszysz, ktoś nadjeżdża! — I nieczysty jak wicher wyniósł przyjaciela na drogę.
Na ich widok zaparł się koń Memeta ze wszystkich sił swoimi czterema kopytami. Jeździec zwalił się z grzbietu prosto pod nogi Szejtana.
— A kogóż to do nas przyniosło! Zabij go! – krzyknął Szejtan, a sam pochwycił owiniętą szalem dziewczynę i wpadł z nią do łaźni. Cygan wrzasnął i wbił zatruty kindżał po samą rękojeść między łopatki leżącego bez zmysłów Memeta.
A z łaźni tymczasem dochodził krzyk młodej dziewczyny. „Będzie uciecha, będzie dzisiaj dobrze” – pomyślał cygan i chwiejnie zatoczył się do drzwi.
W łaźni w kłębach śmierdzącego dym Szejtan dusił rozciągniętą na podłodze nagą dziewczynę, wijąca się w przedśmiertnych konwulsjach.
— Teraz twoja kolej, jeśli chcesz! Chwycił cygan dziewczynę w żelazny uścisk, przylgnął do niej… i rozpoznał córkę…
— Egne! — wykrzyknął nieswoim głosem słowa zaklęcia.
I Szejtan przepadł. Pamiętał umowę z Osmanem. Tylko raz wypowie cygan to słowo i tylko raz Szejtan mu się podporządkuje.
— Wody, wody, ojcze!
Rzucił się Osman do groty, a tam kłębią się duszące siarczane opary. Osman nie mógł się przedrzeć do wody. Nie znał kolejnego słowa zaklęcia. Upadł i wyzionął ducha.
***
Nazajutrz przejeżdżający Tatarzy znaleźli na drodze trzy trupy. Pochowali je pod ruinami łaźni, która przez noc się rozpadła.
Diabelska łaźnia – tak ludzie od tego czasu nazywają to miejsce. Dobrze pamiętam z dzieciństwa, jak nasze konie, przejeżdżając obok groty, wystraszone rżały.
Nie wierzcie, jeśli wam mówią: nie ma Szejtana. Jest Allach – jest Szejtan! Kiedy odchodzi światło, nastaje ciemność.

Kadykojska przydrożna strażnica znajdowała się kilka kilometrów od Otuza (Szczebietowka) przy drodze z Fedosii do Sudaku, obok grot ze żródlaną wodą. Naprzeciwko budki znajdowały się ruiny zwane przez Tatarów Szejtany – chamam (Diabelska łąźnia).
Otuz [Оту́з] – stara nazwa Szczebietowki [Щебетовкa]; w języku tatarkim znaczy trzydzieści [utöz]
arba – ciężki dwukołowy wóz
murza -[czytaj: mur-za] tytuł wodza perskiego lub tatarskiego, używany także w stosunku do uczonych i urzędników; mirza
Koktebel — miejscowość we wschodniej części Krymu, leżąca pomiędzy Sudakiem i Teodozją.
raki – turecka wódka anyżowa wódka o lekkim smaku lukrecji.
imam – duchowny muzułmański
agá — pełen szacunku zwrot do dorosłego mężczyzny (np.”Musa aga”)
hodża osm.tur., pers. — nauczyciel muzułmański; przest. tytuł grzecznościowy, stosowany w krajach muzułmańskich do członków różnych grup społ. (np. eunuchów, bogatych kupców, Europejczyków).
hadżi (ar. hadżdżi) religiozn. — muzułmański pielgrzym idący do Mekki.

Tłumaczenie z rosyjskiego: Jolanta Czarnotta