gory2Kolejny wyjazd zbliża się wielkimi krokami, tym razem wszystko dopięta na ostatni guzik. Przychodzi sobota, dzień wyjazdu. Rano pobudka o godzinie 8.45 wsiadamy do samochodu i kierujemy się do przejścia granicznego Hrebenne. Przepiękna pogoda pomaga nam w dotarciu do granicy Polski. Po 40 minutach postoju na granicy ruszamy dalej. Pierwszy nasz przystanek na ziemi ukraińskiej to Żółkiew i zwiedzanie centrum miasta. Po zwiedzaniu kierujemy się do Lwowa gdzie mamy zarezerwowany pierwszy nocleg. Zegar pokazuje godzinę 16.30 a my zatrzymujemy się pod Hotelem, zabieramy niezbędne rzeczy i idziemy na recepcję. Szybki prysznic odstawienie samochodu na parking i jedziemy do centrum. Pod pomnikiem Szewczenki załapujemy się na koniec jakiejś manifestacji, Jeszcze tylko krótki spacerek bocznymi uliczkami i natrafiamy na fajną knajpkę gdzie jemy obiado — kolację. Wieczorem przyjeżdżają do centrum nasi znajomi lwowianie, idziemy na piwo i zanim się spostrzegliśmy trzeba było wracać do hotelu bo jutro rano dalsza podróż na Krym.

13.07.2008r. Następnego dnia pobudka, poranna toaleta, śniadanie i w drogę do przejechania mamy ok. 800 km. Kierujemy się na Tarnopol, Chmielnicki, Winnicę, Umań, Pierwomański i docieramy do Nowej Odessy gdzie znajdujemy hotel. Jeszcze tylko wizyta w knajpce i idziemy spać.

14.08.2008r. Wyjeżdżamy rano o 7.10 przed nami 500 km do miejscowości Sudak w której chcemy spędzić nasz urlop. Po 6 godzinach jazdy docieramy do Sudaku, kierujemy się na ulicę gdzie mieszkaliśmy 3 lata temu. Posesja na której wtedy mieszkaliśmy zmieniła się nie do poznania. Nasi gospodarze sprzedali swój dom sąsiadom a ci połączyli te dwie posesje w jedną mocno wszystko rozbudowując. Odwiedzamy 3 może 4 kwatery na tej ulicy. Nie decydujemy się na żadną, jedziemy na sąsiednią ulice wchodzimy obejrzeć pierwsze lokum i zostajemy tu na 10 dni.

Kolejne dwa dni leżymy na plaży i odpoczywamy po trudach podróży. Zaraz po przyjeździe jeszcze tego samego dnia idziemy na plażę w Sudaku, mamy do niej jakieś 500 — 700 m. Na plaży mnóstwo ludzi z ledwością znajdujemy miejsce na rozłożenie karimat i parasola, dwa następne dni jeździmy na naszą ulubioną plażę w okolicach Nowego Swiata. Jest to dzika plaża przepięknie położona z widokiem na Nowy Świat i nie jest na niej tłoczno.

17.08.2008 r. Leżenie i opalanie zaczyna nam się pomalutku nudzić coś trzeba porobić, gdzieś pojechać. Jedziemy nad Morze Azowskie bo tam jeszcze nie byliśmy. Po drodze w Szczebietowce zajeżdżamy kupić w sklepie firmowym wytwórni win i koniaków Koktobel wino i jedziemy dalej przez Feodozję do miejscowości Szczołkino. Rozkładamy się nad morzem i idziemy do wody. Czas szybko leci i po harcach w wodzie i opalaniu trzeba zbierać się w drogę powrotną bo jeszcze chcemy zobaczyć niedokończoną elektrownię atomową i reaktor jądrowy. Po powrocie do domu idziemy na obiad i zasiadamy do stołu z gospodarzami do degustacji zakupionych win. Rozmowa zakrapiana winem się rozkręca i niewiadomo kiedy mija północ. Idziemy spać.

18.08.2008 r. Nasz gospodarz mocno zachwalał plażę pod Meganom’em, jest ona oddalona ok. 5 km od Sudaku i dzisiaj ją postanowiliśmy odwiedzić. Plaża jak plaża, okolica całkiem fajna tylko żeby nie te tłumy. Idziemy na sam koniec gdzie jest trochę mniej ludzi i można bez problemu mieś kilka metrów kwadratowych dla siebie. Dorocie mocno spodobała się ta plaża i chciała przyjeżdżać tutaj częściej jednak została przegłosowana. Po powrocie do domu idziemy na obiad, do miasta na zakupy a wieczorem jak codzień z gospodarzami zasiadamy do stołu i popijamy. Dzisiaj przyjechali nowi goście małżeństwo z Dniepropietrowska z 14 letnią córką (Tolek, Nadia i córka Inna).

Następnego dnia pojechaliśmy na naszą plażę koło Nowego Świata. Po powrocie obiad, spacer do miasta na zakupy na targu i w sklepie. Wieczorem przy piwku lub winku w zależności co kto wolał prowadziliśmy rozmowy z gospodarzami a dzisiaj dosiedli się do nas nowi goście. Od słowa do słowa rozpoczęła się dyskusja na różne tematy. Siergiej bo tak miał na imię gospodarz powiedział, że był dzisiaj w przepięknym miejscu nad jeziorem w górach gdzie latają olbrzymie orły. Tak nas zachęcił swoją opowieścią, że następnego dnia wybraliśmy się z Tolkiem dwoma samochodami w góry do miejscowości Zielonogorie.

20.08.2008 r. rano tzn. po godz. 10.00 a raczej bliżej 11.00 wsiadamy do samochodu i jedziemy w kierunku Ałuszty, za miejscowością Morskoje skręcamy w głąb lądu i pniemy się w góry po 7 km docieramy na miejsce. Idziemy nad jezioro popływać. Wyglądamy orłów i nic, dopiero po jakimś czasie (15 — 30 min.) wysoko w górze pojawiają się «wielkie ptaki», podziwiamy je nawet robię kilka fotek. Woda w jeziorze ciepła, zachęca do kąpieli. No ale cóż trzeba iść dalej w góry do wodospadu. Zbieramy nasze rzeczy i idziemy. Zaraz za mostkiem kasa i trzeba zapłacić 10 UAH od głowy za wejście. Idziemy dalej podziwiając po drodze widoki, po ok. godzinie docieramy do wodospadu. Wody jest mało i zamiast olbrzymiego wodospadu ukazuje nam się stróżka ale warto dla samych widoków i rozrywki było tam iść. W drodze powrotnej zatrzymujemy się jeszcze nad morzem w Morskoje. Tolek z rodziną jest zachwycony czystością wody bo ta w Sudaku ze względu na ilość osób jest zmącona. Późnym popołudniem wracamy do domu. Wieczór jak to wieczór piwo, rozmowy i po północy idziemy spać.

Ostatnie 2 dni naszego pobytu na Krymie spędzamy na plaży w towarzystwie rodziny z Dniepropietrowska. Czas szybko mija, nieubłaganie zbliża się środa i dzień naszego powrotu do domu.

23.08.2008 r. Pobódka, śniadanie, pakowanie samochodu i w drogę. Mamy jeszcze zajechać do Szczebietowki kupić trochę wina i koniaków. Dzisiaj mamy do pokonania ok. 600 km do miejscowości Pierwomańsk gdzie planujemy spędzić noc w hotelu. Jedziemy przez Koktobel, Feodozję, docieramy do miejscowości Dżankoj, ja jakoś nieuważnie nacisnąłem na pedał gazu i jadę nagle z za ciężarówki stojącej na poboczu ukazuje mi się policjant i czarna pałka wskazująca, że mam zjechać na pobocze. No cóż «budiet sztraf», przekroczyłem prędkość o 25 km/h na terenie zabudowanym. Minuta rozmowy i bez mandatu mogę jechać dalej. Jeszcze tylko drobny prezent w postaci dwóch firmowych długopisów, które kolega z firmy farmaceutycznej przed wyjazdem mi podarował tak «na wszelki wypadek» bo policjanci byli fajni, głupi było ot tak ich zostawić bez niczego, jedziemy dalej. Do Pierwomańska docieramy wieczorem.

24.08.2008 r. Rano o 7.10 opuszczamy hotel i obieramy kierunek Kijów, docieramy do głównej trasy Kijów Odessa i ruszamy z buta bo do domu jeszcze kawałek drogi. Kijów zapchany, przedzieramy się przez gąszcz aut, kierujemy się początkowo na Lwów, Kowel a później już tylko na Kowel i to był nasz błąd bo znaki wyprowadziły nas na Kowel ale przes Sarny a tam jest remontowana droga i jest objazd. Po krótkiej analizie mapy kierujemy się już na dobrą drogę przez Żytomierz, Rowno i Łuck. Na obwodnicy Łucka dopada nas burza w potwornej ulewie powolutku jedziemy do Kowla tutaj przestaje padać deszcz. Jedziemy na granicę w Dorohusku. Docieramy na miejsce i przeraża nas długość kolejki. Wychodzę z samochodu i pytam się ludzi ile będziemy stać i to co usłyszałem nie poprawiło mi humoru. Kolejka jest na jakieś 12 godzin a może i dłużej. Dzwonię do kuzyna niech się dowie jaka kolejka jest w Zosinie. Po kilku minutach oddzwania mówi, że jakieś 2-3 godziny. Zapada decyzja jedziemy do Zosina. Po 9 godzinach stania w kolejce rano jesteśmy w Polsce.

25.08.2008 r. o godzinie 6.10 otwieram bramę i wjeżdżam na podwórko. Jesteśmy w domu.

Wyjazd był super. Każdemu mogę polecić Krym. Pomimo wzrostu cen i to dużego w stosunku do tych sprzed 3 lat i tak nie jest jeszcze drogo. My mieszkaliśmy w takim domku letnim przed domkiem miejsce do odpoczynku i stól przy którym co wieczór biesiadowaliśmy, toaleta i prysznice na zewnątrz, czyste i normalna muszla nie «narciarz» od osoby za dobę płaciliśmy 10 USD czyli niewiele ponad 20 zł/osobę. Obiady (sałatka, zupa, drugie danie, sok lub woda) kosztowały nas od 75 — 90 UAH czyli jakieś 45 zł za 3 osoby. Czy to dużo? niech każdy odpowie sobie na to pytanie sam. Cały wyjazd z paliwem, noclegami, zakupami zamknął się kwotą 3.000 zł a zakupów trochę przywieźliśmy. Gdzie spędzimy przeszłe wakacje? Czas pokaże za wcześnie dzisiaj na przyszłoroczne plany.

Original text